„Ślepowidzenie” Peter Watts

4 września 2015 Klakier

Wyobraź sobie, że jesteś Sirim Keetonem.
No tak, oczywiście. Ale wyobraź sobie, że jesteś człowiekiem, któremu ze względu na ciężki przypadek padaczki lekarze wycięli jedną półkulę mózgu. Wyobraź sobie, że technolodzy zastąpili brakującą półkulę wszczepkami – elektroniką, która nie tylko uzupełnia twoje braki, ale daje ci nowe możliwości funkcjonowania i definiowania świata. Nie jesteś jak inni. Jesteś kimś, dla kogo obserwacja jest sposobem na to, by jak najmniej odróżniać się od ludzi, ale empatia i uczuciowość są dla ciebie tylko czystymi pojęciami, które próbujesz (lub nie) udawać.
Jako syntetyk – żargonauta – obserwator zostajesz włączony do równie osobliwej załogi Tezeusza i wyruszasz w podróż, aby poznać niepoznaną cząstkę Wszechświata i powiedzieć… Tezeusz do Rorcharcha. Pozdrawiam Rorcharcha.

Jestem wyjątkowo irytującym i niewdzięcznym odbiorcą fantastyki. Podważam, kwestionuję, wyszukuję nieścisłości i banałów. A bo… obcy jakoś zbyt ludzcy, bo statek kosmiczny jest jak z XX wieku, bo z palca wyssane, BO…

Peter Watts uciera nosa wszystkim takim jak ja. Pisząc „Ślepowidzenie” konsultował swoje pomysły z astronomami, inżynierami lotnictwa i astronautyki, specami od promieniowania, lingwistami, sięgał do naukowych opracowań (podaje ponad 140 pozycji źródłowych!), powołuje się m.in. na najnowsze odkrycia z dziedzin takich jak biologia, fizyka, neurologia, czyniąc swoją opowieść tym bardziej pasjonującą, bo prawie możliwą.
Biologiczne racjonalizowanie Wattsa przekonało mnie nawet do przyjęcia wampiryzmu jako coś prawdopodobnego!
Nie będę ściemniać: tą książkę czytało mi się trudno. Określenia takie jak: inwersja paracentryczna, epiderma, angstremy, dimenhydrynat, dobutamina, brzmią jak z… innej planety. Cóż, pozostaje się douczyć 😉
Na dodatek, Watts pozostawia czytelnika jeszcze z doskonale wyczutymi niedopowiedzeniami.

Opowiedziana tu historia jest wielopłaszczyznowa. Znalazło się miejsce nie tylko na żywą akcję, ale – jak przystało na książkę o pierwszym kontakcie – także na refleksję o człowieku. Bardzo niebanalną, zwykle powiedzianą nie wprost, filozoficzną. Ta książka, zasiewa gdzieś z tyłu głowy ziarenko, które dopiero po jej odłożeniu powoli zaczyna kiełkować. Na pewno warto będzie przeczytać ją po raz drugi.

Noo… kolana się ugięły.

__

Cytaty z książki:

Przeszliśmy samych siebie, badamy teraz tereny poza granicami ludzkiego rozumienia. Czasem ich kontury, nawet zrzutowane w konwencjonalną przestrzeń, są po prostu zbyt skomplikowane, by ogarnął je ludzki umysł; a czasem osie współrzędnych biegną w wymiary niepojmowalne dla umysłów stworzonych, by się pieprzyć i walczyć na jakiejś prehistorycznej sawannie. Nawet najbardziej altruistyczne i zrównoważone filozofie zawodzą wobec brutalnego imperatywu rodem z rdzenia kręgowego: własnej korzyści. Eleganckie, subtelne równania przewidują zachowanie kwantowego świata, ale żadne go nie wyjaśnia. Po czterech tysiącach lat nie umiemy nawet udowodnić, że poza umysłem kogoś śniącego w pierwszej osobie w ogóle istnieje rzeczywistość. Bardzo potrzebujemy umysłów większych od naszych własnych. 

__

– A jakie one są? – zapytał.
– Wampiry? Nie mam pojęcia. Wczoraj poznałem pierwszego.
– No i?
– Trudno się go czyta. Czasem wydaje się nieświadomy otoczenia, jakby przebywał… we własnym świecie.
– O, jest świadomy, i to jak. (…) Wiesz, że potrafią ogarnąć myślą naraz obie perspektywy sześcianu Neckera? 
       Termin obił mi się o uszy. Poszukałem podpowiedzi i zobaczyłem znajomą miniaturkę, szkielet kostki:
560666_m

Już kojarzyłem: dwuznaczne złudzenie. Zacienioną ściankę widzimy czasem z przodu, a czasem z tyłu. Patrzysz i przełączasz sobie perspektywę.
– My widzimy tak albo tak – mówił Pag. – Wampiry: na oba sposoby naraz. Masz pojęcie, jaką przewagę im to daje?
– Przynajmniej dwukrotną.

__

Ludzka cywilizacja także jeszcze do niedawna miała sporo odgałęzień. Nawet na początku XXI wieku parę izolowanych plemion ledwo co osiągnęło etap kamienia łupanego. Inne poprzestały na rolnictwie. Jeszcze innych nie satysfakcjonuje nic, dopóki nie rozprawią się z naturą, kolejnych – dopóki nie nauczą się budować miast w kosmosie.
        W końcu jednak wszyscy się zatrzymali. Każda nowa technologia tratowała poprzednie, wspinała się na jakąś asymptotę, gdzie spoczywała na laurach i kończyła postęp (…).
Jednakże historia nigdy nie twierdziła, że każdy musi zatrzymać się tam, gdzie my. Sugerowała tylko, że ci, którzy się zatrzymali nie muszą już walczyć o przeżycie. Mogą istnieć inne, piekielne światy, gdzie najlepsza ludzka technologia natychmiast się załamie, gdzie środowisko nadal jest wrogiem, gdzie przeżyją tylko wojujący ostrzejszymi narzędziami i potężniejszymi imperiami. A tam zagrożenia nie będą trywialne. Zła pogoda i naturalne katastrofy albo cię zabijają, albo nie a kiedy je pokonasz – lub się przystosujesz – tracą znaczenie. Nie, jedyne czynniki środowiskowe, które wciąż się liczą, to takie, które potrafią kontratakować, wymyślają nowe strategie przeciwdziałające twoim, zmuszają wrogów do wspinania się coraz wyżej tylko po to, by przeżyć. W ostatecznym rozrachunku liczy się wyłącznie inteligentny wróg.
___
Jak przystało na pisarza sci-fi Peter Watts jest naukowcem z bardzo specyficznym poczuciu humoru.
Na jego oficjalnej stronie internetowej widnieje zdanie: He spent ten years get­ting a bunch of de­grees in the eco­phys­i­ol­ogy of ma­rine mam­mals and an­other ten try­ing make a liv­ing on those qual­i­fi­ca­tions with­out be­com­ing a whore for spe­cial-in­ter­est groups.
(w wolnym tłumaczeniu: Spędził dziesięć lat podnosząc swoje kwalifikacje w dziedzinie ekofizjologii ssaków morskich (i innych) starając się jednocześnie zarabiać na życie w taki sposób, aby nie zasłużyć sobie na miano dziwki w środowisku naukowców.)

strona autora: www.rifters.com