Jeśli byłeś kiedykolwiek zakochany zrozumiesz, dlaczego tak długo nie pisałam.
Oddałam bez reszty mój czas i uwagę, starając się pilnować, aby zbyt szybko nie wyczerpać wszystkiego, co w zakochaniu najpiękniejsze: uniesienia, poświęcenia, ciągłego, niemal maniakalnego powracania myślami do ukochanego.
Zdroworozsądkowo uznałam jednak, że muszę dozować sobie emocje, mając bolesną świadomość, że niebawem poczuję pustkę i rozdarcie po nieuniknionym rozstaniu.

Pogodziłam się z myślą, że ideały nie istnieją, a teraz jakbym w łeb obuchem dostała…
Może to zakochanie niesie w sobie chorobę, bo jest jak cichy pasożyt, niepostrzeżenie gnieżdżący się w ciele, by powoli, powolutku umościć się wewnątrz, rozsiewając swoje zarazki i przypominając nieustannie o tym, jakie spowodowało wewnętrzne zmiany.

Zakochałam się w tej książce. Ona obudziła we mnie dawno nie pielęgnowane, zakurzone, poblakłe już trochę marzenia…

Nieobojętny dla czytelnika zostanie na pewno osadzony za napady z bronią w ręku, heroinista i anarchista, który ucieka z więzienia o zaostrzonym rygorze, grając na nosie australijskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Ponieważ w kraju po raz kolejny robi się o nim głośno, szuka wolności w Bombaju, który przyjmuje go bezwarunkowo niczym matka. W kolorowych, śmierdzących, gorących i niebezpiecznych slumsach Shantaram czuje się lepiej niż we własnej ojczyźnie. Znajduje tam najlepszy dom, w jakim kiedykolwiek przyszło mu mieszkać, dom sklecony z bambusowych tyczek i kawałków śmieci. Po raz pierwszy od dawna czuje się szczęśliwy. Pracuje jako lekarz (kiedyś przeszedł nawet kurs pierwszej pomocy) i podejmuje się wielu mniej lub bardziej legalnych interesów. Znajduje nietuzinkowych przyjaciół i sprzymierzeńców, wśród których są zwyczajni mieszkańcy slumsów w wielomilionowym Bombaju i ludzie najbardziej w tym mieście wpływowi. Shantaram smakuje życia w Indiach, coraz lepiej mówi w hindi i marathi, uczy się urdu. Jego życiorys jest bardziej barwny niż paleta mistrza Matisse.
Ale ta książka ma dwóch głównych bohaterów – tytułowego Shantarama i bombajskie mrowisko. O jej wyjątkowości decyduje także zlepek kultur, mieszanka wyrazistych jak indyjskie przyprawy ludzkich postaw i osobowości.

Jeśli – jak i ja – poszukujesz w książkach emocji, szczerze polecam Shantaram. Gwarantuję, to nie literackie pitu-pitu; jest sugestywnie, namiętnie, refleksyjnie, odrażająco i pięknie jednocześnie.
Jeśli chcesz więc się pośmiać, zadumać, przestraszyć, skrzywić, zapłakać – proszę bardzo.
Dla mnie to książkowy numer 1 ostatnich lat.

___
Cytaty z książki:
Moje imię miało brzmieć Shantaram, co znaczy „człowiek pokoju” albo „człowiek bożego pokoju”. Ci wieśniacy wbili pale w ziemię mojego życia. Znaleźli to moje miejsce, gdzie zatrzymuje się rzeka, i oznaczyli je nowym imieniem Shantaram Kishan Kharre. Nie wiem, czy znaleźli to imię w sercu człowieka, za którego mnie uważali, czy zasadzili je, by wyrosło i zakwitło. W każdym razie niezależnie od tego, czy znaleźli ten pokój, czy też go stworzyli, w tamtej chwili, gdy stałem przy powodziowych palach, zwróciwszy twarz ku chrzczącemu mnie deszczowi, narodził się człowiek, którym jestem. Shantaram. Człowiek lepszy, którym o wiele za późno zacząłem być.
___
– Oszalałeś, Lin? Co robisz?
– Chcę… wziąć prysznic…
– Ale tak?! Tak?!
– O co ci chodzi, Prabu? Sam powiedziałeś, że mam wziąć prysznic. Przyprowadziłeś mnie tutaj, żebym wziął prysznic. Więc staram się wziąć prysznic, a ty zaczynasz skakać jak królik. O co ci chodzi?
– Byłeś nagi! Nagi, również bez ubrania!
– W ten sposób biorę prysznic (…). Tak każdy bierze prysznic,
prada?
– Nie! Nie! Nie, Lin! (…)
– Nie zdejmujecie ubrania?
– Nie, Lin! To są Indie. Nikt nie zdejmuje ubrań, nawet by umyć ciała. To są Indie. Nikt nie jest nagi w Indiach. I zwłaszcza nikt nie jest nagi bez ubrania.
– Więc… jak bierzecie prysznic?
– W odzieży spodniej do kąpieli w Indiach. 
– No i świetnie – powiedziałem i upuściłem ręcznik, spod którego ukazały się moje czarne kąpielówki. – Mam odzież spodnią.
– Jaaach! – wrzasnął Prabaker, zanurkował po ręcznik i znowu mnie okrył. – To małe nic? To nie odzież spodnia. To tylko odzież spodnia pod odzież spodnią. Musisz nałożyć wierzchnią odzież spodnią.
(…)
– Poczekaj, zaraz przyniosę ci wierzchnią odzież spodnią. Ale nie zdejmuj ręcznika. Proszę! Przysięgaj! Jeśli ludzie zobaczą cię bez ręcznika, w tym małym nic, będą jak dzicy ludzie. Poczekaj! (…)
– Masz – wysapał. – Jesteś tak wielka osobistość, mam nadzieję, że dobrze dopasują. To z Grubego Satisha. Jest taki gruby, że może będą na ciebie dobre. (…) Powiedziałem mu, że w podróży dostałeś zwolnienia i tak narobiłeś w wierzchnią odzież spodnią, że musieliśmy ją wyrzucić.
– Powiedziałeś mu – powtórzyłem – że się zesrałem w gacie?
– O tak. Z pewnością nie mogłem mu powiedzieć, że nie masz wierzchniej odzieży spodniej.
– No tak.
– Bo co by o tobie pomyślał?
– Dziękuję ci, Prabu – wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
___
– A czego chcesz?
– Chcę wszystkiego – powiedziała ze słabym, krzywym uśmiechem. – Wiesz, kiedyś powiedziałam to przyjacielowi, a on na to, że najlepszą sztuczką w życiu jest chcieć niczego i dostać to.

___
O autorze
Gregory David Roberts to jakby postać wyrwana z filmu kryminalnego. W latach 80-tych znany był jako uprzejmy rabuś – pracownice banku oddawały mu pieniądze z uśmiechem na twarzy. Za przemyt heroiny osadzony został na wiele lat w więzieniu w Pentridge w Australii, z którego uciekł w 1980 roku. Uciekł do Indii, gdzie zadomowił się na dziesięć lat. W 1990 roku Roberts został schwytany we Frankfurcie, skąd został wysłany z powrotem na sześć lat do australijskiego więzienia (dwa lata spędził w izolatce). Po raz kolejny ucieka, by następnie dobrowolnie oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości, motywowany chęcią pogodzenia się z własną córką.
Po odsiedzeniu wyroku zajął się działalnością charytatywną i pisaniem.
Przeżył także piekło więzienia w Indiach
W czerwcu tego roku ma ukazać się kolejna jego książka pt. „Cień góry”. (edit: 08.2016 – recenzja Cienia Góry >tutaj<

Na YouTube znajdziecie kilka filmów i wywiadów z Robertsem (m.in. dla CNN), ja wybrałam dla Was króciótki The power of the book .

oficjalna strona autora: www.shantaram.com