Boję się, że nie opowiem o tej książce tak, jak powinnam…

W noc 1954 roku, kiedy na Tasmanii szaleje śnieżyca, Maria Buloh śpiewając słoweńską piosenkę

Spanček zaspanček
čuden možic
hodi ponoči,
nima nožic.

Lunica ziblije
aja, aj, aj,
spanček se smeje
aja, aj, aj. 

podejmuje nieodwracalną decyzję. Ze łzami w oczach żegna się z trzyletnią Sonją wiedząc, że już nigdy do niej nie wróci. Postać Marii stopniowo rozmywa się w wibrujących w powietrzu płatkach śniegu.

I tak, dokładnie w tej chwili, czas się przełamał.

Opuszczeni Sonja i jej ojciec Bojan próbują zmierzyć się z bolesną nieobecnością, która z biegiem lat staje się bardziej namacalna niż obecność. Ojciec i córka stają się dla siebie jak dwa obracane w dłoni magnesy – to przyciągające się, to znów zwrócone do siebie tymi samymi biegunami, gwałtownie się odpychające. Ich pełna przejmującej prostoty historia, przeskakuje, przystaje, przyspiesza i zwalnia traktując swobodnie porządek chronologiczny, kreśli zarazem dobitny okrąg.

To dla mnie ewenement – to chyba jedyna powieść, której świat zwizualizowany w mojej głowie całkowicie pozbawiony jest barw; przeważały tu bezkontrastowe mętne szarości, raczej rozmyte, pozbawione konturów. Świat, który początkowo spowity był jakby lepką mgłą przeobraził się później niepostrzeżenie w osnuty wszędobylską siwą sadzą, która po odgarnięciu wierzchem dłoni pozostawia smugę.

Chcę wspomnieć jeszcze, że książka wygrywa główną nagrodę w moim prywatnym rankingu na najlepszy tytuł : )
___
Cytaty z książki:
Być może o pewnej osobliwości tej historii przesądza charakter. Ale kto kiedykolwiek potrafi wskazać tę jedną jedyną rzecz, która w naszym mniemaniu stanowi najbardziej fundamentalną zasadę, najprawdziwszy wyraz duszy? Ci, którzy znajdują się w dostatecznie dobrym położeniu i mogą zgłębiać niewyczerpany potencjał charakteru, wymyślając siebie na nowo jak gwiazdor rocka z lat siedemdziesiątych albo polityk z dziewięćdziesiątych, mogliby oczywiście zaprzeczyć, że charakter to coś, co nas czyni i odczynia, przeznaczenie, i stwierdzić, że to my decydujemy, czy przeżywamy swoje życie jako tragedię czy poezję, że możemy być tym, kim chcemy.

Mężczyzna może być tak dumny, jak chce, pomyślał Bojan Buloh, może stawać na głowie, żeby z klitki dla bambusów zrobić dom, może postarać się ze złego życia upleść dobre, ale przeszłość zawsze się o niego upomni jak bagno wyniszczające turzycę. Może starać się ochronić córkę, ale przegrać, może być nawet obsypany kwiatami, gdy umrze, jednak wszystkie trupy są takie same, nawet ten, którego kiedyś widział z kwiatem w ustach w chwili uwolnienia.
Ale co to znaczyło? Co znaczyło cokolwiek z tego wszystkiego? Mógłby płakać, ale wierzył, że łzy są dla żywych tym samym, czym kwiaty dla zmarłych: dowodem na daremność uczuć.
___
O autorze
Australijczyk, Richard Flanagan to potomek zesłańców irlandzkich. Jest laureatem m. in. Nagrody Bookera, którą otrzymał w 2014 r. za powieść Ścieżki Północy, Commonwealth Writers’ Prize, Queensland Premier’s Prize, Western Australian Premier’s Prize i Tasmania Book Prize.
Niezwykle ciekawy wywiad z Flanaganem.

strona autora: richardflanagan.com