Któż z nas 20 lat temu dostrzegał problemy wynikające z globalizacji, ukorporacyjnienia zachodu, miksowania się różnokulturowych grup etnicznych, czy przemieszczania się w celach zarobkowych? Tak, teraz wiele się o tym dyskutuje w obliczu niepokojących wydarzeń we Francji, Turcji czy Niemczech.
Jednak już w latach 90-tych Benjamin R. Barber (i kilku jemu podobnych) podjął się drobiazgowej analizy wymienionych wyżej kwestii; postawił śmiałe jak na ówczesne czasy tezy, trzeźwo i na chłodno zestawiając i analizując przemożny wpływ, współuzależnienie i przenikanie się dwóch światów, które określił mianem Dżihadu (w znaczeniu metaforycznym) i McŚwiata (pojęcie to jest jego autorstwa).
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że książka została wydana w 1995 roku, zaskoczy nas jej aktualność, a – według mnie – właśnie w tym należy upatrywać jej wartości nie wady. Widać, że, pisana jest z dystansem i chłodem, który dziś byłby już niemożliwy. Warto ją więc odkurzyć.

Barber zgłębia problematykę nacjonalizmu, dzieląc go na dwie siły: starą i nową, dobrą i złą, obywatelską i etniczną. Pisze o Francji czy Niemczech jako miejscach, w których szczególnie czytelnie zaobserwować można niepokojące zjawiska społeczne i upatrywać przyszłych ognisk zapalnych.
Barber wytyka zachodniemu światu hipokryzję, powierzchowność i życzeniowość. Zdecydowanie krytykuje postawy neoliberalne. Przygląda się ponadto różnym przejawom fundamentalizmu, nie przypisując mu konkretnej religii, przyznaje jednakowoż, że w przypadku islamu przybiera on najbardziej wyrazistą formę.
Nie sądzę, by w tytule książki słowo dżihad – wzięte wprost z islamu – znalazło się przypadkowo.

___
Cytaty z książki:
Każdy naturalizowany obywatel zaświadczy, że wybór własnych korzeni to nie to samo, co zakorzenienie dzięki urodzeniu lub więzom krwi. Dobrowolne członkostwo może być szczególnie doceniane – „stałem się Amerykaninem” – nie zapewnia jednak poczucia przypisanej raz na zawsze tożsamości, jakie posiada rodowity mieszkaniec danego kraju: „Jestem Amerykaninem”. Jeżeli naród „zawsze jest pojmowany jako głębokie, obejmujące wszystkich członków braterstwo”, którego podstawą jest wspólny język, pozwalający formułować wyobrażenia o wspólnej przyszłości, to wolność i otwartość będą w najlepszym wypadku przypadkowymi elementami tego krajobrazu, w najgorszym zaś postrzegane będą jako wrogie.

Dodajmy do tego niezależne firmy, które jeszcze się uchowały (…), 7 regionalnych kompanii telefonicznych Bella z ich nowymi nabytkami kablowymi i zagranicznymi, starających się przejąć wytwórców oprogramowania, ponadto kilka molochów wydawniczych w rodzaju Bertelsmanna (…) a także potęgi komputerowe – Intela i Microsoft, a okaże się, że zaledwie dwadzieścia kilka firm kontroluje prawie każdy piksel w ogromnym telesektorze inforozrywkowym. (…) ale w omawianym tutaj telesektorze z wolnego rynku niewiele pozostało. Brak ingerencji rządu nie doprowadził i najwyraźniej nie doprowadzi do wytworzenia się prawdziwej konkurencji czy autentycznego zróżnicowania produktu i własności. Tutaj, jak i wielu innych dziedzinach, zaniechanie regulacji w imię konkurencji oznacza w praktyce konglomerację i monopol.

O ile McŚwiat w najbardziej podstawowych negatywnych przejawach odznacza się zwierzęcą zachłannością, zaspokajaną z agresywną i nieopanowaną energią, o tyle Dżihad można porównać do zwierzęcego strachu napędzanego niepokojem, jaki odczuwa się w obliczu nieznanego. Łagodzeniu tego strachu służy gotowy do wszelkich poświęceń fanatyzm – ucieczka z historii. Historia bowiem, będąca dziejami indywidualizacji, zachłanności, sekularyzacji, agresywności, atomizacji i zaniku wartości moralnych, jest w oczach wyznawców Dżihadu pochodem niegodziwości i nośnikiem zepsucia, trzeba więc ją odrzucić tak samo, jak odrzucić trzeba czas, którego upływ do tego wszystkiego doprowadził. Strażnicy dawnej moralności, czy to w Ameryce, czy w Izraelu, Iranie lub w Indiach, nie mają innego wyboru, jak wypowiedzieć wojnę teraźniejszości, by stworzyć przyszłość bardziej podobną do tego, co było: wykorzenić pluralizm i sceptycyzm, zaprowadzić jedną kulturę, przywrócić złudzenia. (…) McŚwiat przedstawia sobą zbyt chudy wikt dla wygłodniałych moralistów, sprawy duchowe obchodzą go zaledwie pobieżnie. Choć czyny popełniane przez Dżihad mogą być odrażające, są oznaką buntu przeciw niemniej odrażającym przemianom.

Polski publicysta Adam Michnik sarkastycznie zauważa, że w Polsce, gdzie trudno się doszukać etnicznych problemów, „potrafimy stworzyć konflikt polsko – litewski, polsko – białoruski i polsko – ukraiński, nie mówiąc już o sporze polsko – niemieckim w Opolu, pogromie Cyganów w Mławie i kampanii antysemickiej w kraju, gdzie praktycznie nie ma Żydów”. Gdy w grę wchodzi nacjonalizm, potrzeba najwyraźniej pozostaje matką wynalazków. 

___
O autorze
Benjamin R. Barber to politolog i  filozof polityczny.
Pracuje jako wykładowca akademickim, ma za sobą także karierę doradcy polityków (nie tylko amerykańskich), m.in. Billa Clintona i Howarda Deana.

Oficjalna strona autora: benjaminbarber.org