„Cień góry” Gregory David Roberts

16 sierpnia 2016 Klakier

Założeniem klakier.space było pisanie o dobrych książkach, bo chcę zachęcać do czytania wartościowych pozycji. Tym razem zrobię jednak przewrotny wyjątek. W końcu… zostawić bez komentarza 800 stron lektury byłoby stratą czasu ; )
Po pierwszej części historii (opisanej przeze mnie >tutaj<) poczułam rozczarowanie Cieniem góry. Przyznaję, liczyłam się od początku z takim obrotem sprawy. Minęło już pierwsze zauroczenie, pojawiło się chłodne, bardziej zdystansowane spojrzenie.
Zabrakło mi wyrazistych, namacalnych postaci, nieoczekiwanych zwrotów akcji i dobrych, pikantnych dialogów. Nade wszystko jednak drażniły mnie w tej książce stosowane w nadmiarze aforyzmy – momentami czułam się, jakbym czytała… Paolo Coehlo. Jak gdyby autor uznał, że złote myśli to klucz do napisania dobrej, poczytnej książki.

Ale! Paradoksalnie Cień góry pozwolił mi dostrzec to, co stanowi o wartości jej pierwszej części, a czego wcześniej nie potrafiłam zdefiniować. Wszystko to, co w Shantaram można uznać za wadę, jednocześnie można nazwać zaletą. Mam tu na myśli między innymi prostotę, czy górnolotny język. Niemniej jednak myślę, że nie dałabym się tej książce porwać, gdyby nie jeden istotny szczegół – ujmująca szczerość. Tej właśnie szczerości zabrakło mi w Cieniu Góry.

___
Cytaty z książki:
Tu działo się coś jeszcze, a ja – oczywiście – nie mogłem tego zobaczyć ani nawet poczuć, ponieważ to coś dotyczyło mnie.
___
O autorze >tutaj